Imieniny: Amadeusza, Cezaryny, Juliany
Pogoda: Temperatura 18°C

MEGASUKCES ZĄBKOVII !!!!!

W rozgrywanym w dniach 14 - 17 paździer...

Nowe możliwości z Lokalnym Fun...

Minęło kilka miesięcy działalności Loka...

Darmowe porady prawne dla mies...

Szanowni Mieszkańcy, Informujemy, że...

Piknik charytatywny

Piknik Charytatywny

Ostatniego sierpnia fundacja "Dzieci ulicy" po raz piąty zorganizowała Piknik Charytatywny, na który tłumnie przybywali mieszkańcy Ząbek i nie tylko.
Można było nauczyć się zasad pierwszej pomocy, spocić się na symulatorze wioślarskim, popróbować kiełbasek z rusztu czy zabawić się na loterii fantowej.

  Panią Lilę oblegali najmłodsi, chętni na nagrody w konkursach ekologicznych. Wielką atrakcją były pokazy ptaków drapieżnych, o których opowiada Piotr Zadworny. Scenę opanowały zespoły i soliści z ząbkowskich szkół, a po nich grał Jarek Wajk z Oddziału Zamkniętego (fenomenalne wykonanie "Wehikułu czasu" Dżemu!). O ognistym klimacie muzycznym niech świadczy fakt, że podczas rozgrzewki przed koncertem Jacka Kleyffa (Salon Niezależnych, jeśli są tacy, co nie wiedzą, a obecnie m.in. Orkiestra Na Zdrowie) swój wzmacniacz spalił (dosłownie!) Wojtek Pilichowski.
Do tego duetu dołączył też Wojciech Morawski i we trójkę dali pokaz, co można wyczarować z gitary, basu i bębenka. Ten ostatni posłużył też do konkursu dla maluchów - najmłodszy bębniarz miał pięć lat i zza instrumentu widać mu było tylko nogi. Była też i taka perkusistka, która aby zagrać, musiała skorzystać z pomocy brata - dwuletnia Ania z Jarkiem z Marek podbili serca publiczności, a Jacek Kleyff wręczył im specjalną nagrodę za wzajemną miłość.
Gwiazdą popołudnia była Pierwsza Dama Polskiego Jazzu - Ewa Bem. Rozpoczęła od energetycznego "Moje serce to jest muzyk", a później poprowadziła publiczność przez krainę liryki, drapieżności i uroku, pokazując piękno i możliwości jazzu, o jakich mało komu się śniło. Ale kto mógł to zrobić lepiej od niej?

- Głównym założeniem pikniku nie była jego dochodowość - zastrzega Lila Morawska. - Tak naprawdę fundacja do niego dopłaca - prąd, fanty w loterii, transport. Pierwszy piknik miał być jedynym, a już teraz - po zakończeniu piątego - wiem, że będą kolejne.
Podczas tej imprezy rozdajemy wyprawki szkolne dla tych dzieci, które ich naprawdę potrzebują, a nie dostaną ich z innego źródła. W tym roku było ich 320. Piknik nie jest więc dla fundacji, a od niej. Widzimy, że jesteśmy potrzebni.

Zbigniew Hołdys rozpoczynając pracę z fundacją wydał singiel "Pomóż mi", gdzie z młodymi ludźmi i swoimi przyjaciółmi muzykami śpiewał, że pomagać takim "wykolejeńcom" trzeba - nigdy nie wiadomo, czy nasze dziecko nie stanie się jednym z nich, czy los nie rzuci nas samych na ulicę. 

Fundacja "Dzieci ulicy" działa w Ząbkach od 2003 roku. Przy Kolejowej 31d swoje miejsce znajdą ci, którzy zagubili się w życiu i potrzebują przystani, aby wyjść na prostą.
Fundację po śmierci Marka Kotańskiego założył Zbigniew Hołdys. Do pracy w niej zaangażował swoich przyjaciół i znajomych, chcących pomóc tym, którzy mieli w życiu mniej szczęścia od innych - bezdomnym, pochodzącym z domów patologicznych, dzieciom z najbiedniejszych rodzin. Fundacją włada niepodzielnie Lila Morawska, żona Wojciecha, który wraz z Hołdysem zakładał Perfect i był jego pierwszym perkusistą. Efektem jest jedyna w Ząbkach uczelnia wyższa - Uniwersytet Leśny - gdzie można uzyskać najwyższy stopień naukowy: magisterium z życia. Pomaga jej pan Zenek "Apacz", który działał już w Monarze i Markocie, był pełnomocnikiem Kotańskiego, a podczas inspekcji ośrodków dbał, aby wszystko było w zgodzie z zaleceniami Kotana. Przy Domu Adaptacyjnym robi wszystko, a nawet więcej.
Fundacja od początku swojej działalności organizuje pikniki charytatywne, które są atrakcją dla byłych i obecnych podopiecznych fundacji, a także stanowią odmianę od schematu "grill, piwo i piosenka biesiadna". Na scenę przed ośrodkiem - zbudowanym własnym sumptem na miejscu wysypiska gruzu - zapraszane są największe gwiazdy polskiej sceny, które przyciągają mieszkańców Ząbek i okolic. Dla tych pierwszych to promocja, dla drugich - okazja do wsparcia fundacji i wspaniała możliwość zobaczenia tych Największych na żywo.
W domu przebywa - rotacyjnie - nawet do 30 osób. Są to matki z dziećmi, które uciekły przed katującymi je mężami, dzieci, które nie znają domowego ciepła, byli pensjonariusze szpitala psychiatrycznego w Drewnicy, od których odwróciły się rodziny. Fundacja wspiera ich w sprawach urzędowych, pomaga wyrobić dokumenty, znaleźć nowy dom, szkołę lub pracę. Nikt tu nie jest oceniany, każdy znajdzie życzliwe słowo. Dzieci Ulicy współpracują z lokalną świetlicą środowiskową, mają na podorędziu warsztaty zajęciowe i psychologów.
Wszystko to jednak kosztuje. Choć fundację swoją pracą wspomagają wolontariusze, to potrzeby są dużo bardziej przyziemne - jedzenie, prąd, woda, opał na zimę. Koszt utrzymania ośrodka to 6,5 tys. zł miesięcznie (żywność, opieka psychologiczna, media). Głównym wsparciem są organizacje charytatywne, jak Bank Żywności oraz prywatni darczyńcy, oferujący pomoc rzeczową. - Bez nich nie byłoby nas stać na żółty ser - mówi Lila Morawska. - Wspomagają nas też lokalne samorządy, ale to kropla w morzu potrzeb. Utrzymujemy się z pieniędzy, jakie uda się zdobyć z programów pomocowych. Opracowałam unikalny, autorski program wychodzenia z bezdomności, wciąż staramy się startować w projektach gwarantujących fundusze. Teraz rozsypał nam się piec centralnego ogrzewania. Mamy już firmę, która założy nam go za darmo - ale póki co nie ma czego zakładać, bo nie mamy go za co kupić.

Jeśli jesteś w stanie - wspomóż Fundację Dzieci Ulicy w Ząbkach. Ich konto to:

PKO S.A. III Oddział w Warszawie, Filia nr 2 w Ząbkach 57124010401111001001422718.

Dobro czynione wobec drugiego powraca zwielokrotnione.

opracowano na podstawie artykułu
z gazety Echo Podwarszawskie
autorstwa Wiktora Tomonia